parallax background

Jak nie stracić nerwów i nie trafić za kratki jeśli zupełnie przypadkiem straciłaś głowę dla Anglika

dlon
Tej rzeczy nie robi wiele mam, a potem czują, że są w tym wszystkim same
7 stycznia 2018
loui slings something caramel
Smutne rzeczy, które mogą spotkać Cię na chustoemeryturze (i jeden pozytyw na koniec, więc już nie płacz)
10 stycznia 2018

Anglik Anglikowi nierówny, to wiadomo nie od dziś, ale nie oszukujmy się - choć Wielka Brytania nie leży na drugim końcu świata - jest całkiem innym uniwersum niż to, do czego przywykliśmy w kontynentalnej Europie. Wie to każdy, kto spędził tam chociaż weekend, wiedzą tym bardziej i dosadniej wszyscy, którzy mieli jakiekolwiek wyspiarskie emigracyjne przygody. Z Anglikiem będzie więc zupełnie inaczej niż z Polakiem, Niemcem czy Hiszpanem. To znaczy, z każdą osobą na świecie jest inaczej, ale nawet odkładając na bok popularne stereotypy - u niektórych narodowości można wyróżnić cechy wspólne.


Jeśli więc straciłaś głowę dla Anglika, to możesz się cieszyć z minimum 3 powodów. Po pierwsze - miłość uskrzydla, niezależnie od tego z jakiego pochodzi kraju. Po drugie: większość Waszych rozmów, nawet takich przyziemnych, o nieumytych naczyniach czy krótkich rozmów telefonicznych z gatunku: "Kup papier toaletowy jak będziesz wracał do domu." będzie brzmiała jak fragmenty komedii romantycznej z Hugh Grantem w roli głównej. Po trzecie: cokolwiek mu ugotujesz, nawet jeśli to będą parówki na gorąco, będzie zachwycony, bo to będzie lepsze niż cokolwiek jadł w swoim rodzinnym kraju (złośliwość zamierzona). Żeby jednak docenić plusy i poczuć się w tej relacji naprawdę fajnie, trzeba skonfrontować się z wkurzającą rzeczywistością i różnicami kulturowymi. Niektóre sprawiają, że nóż się otwiera w kieszeni, inne są tylko lekko irytujące. Dużo zależy od poziomu tolerancji i wiary w słynne "miłość Ci wszystko wybaczy". Żeby owego Anglika nie zabić (nawet bez noża, tylko gołymi rękoma, nie skrzywdzić jego rodziny i przy okazji sobie nie pobrudzić rąk krwią - trzeba po prostu pewne rzeczy zaakceptować i się do nich przyzwyczaić.

NIE WIESZ, KTÓRA JEST GODZINA



Anglik, nawet ten niegłupi, nigdy nie zaakceptuje powrotu do domu przed 22. Nie, że to taki dziki wilk, po prostu jeśli w ogóle się zgodzo, to na powrót o DZIESIĄTEJ. Jeśli poprosi Cię, żebyś mu zamówiła taksówkę na lotnisko o trzeciej to dwa razy upewnij się o jaką trzecią chodzi. Jeśli z przyzwyczajenia powiesz, że pracujesz dziś do siedemnastej to prawdopodobnie prychnie tylko i wywróci oczami. O piątej kończysz, nie tam żadnej siedemnastej. Prawdopodobnie po krótkim czasie wejdzie Ci to zresztą w krew i zamiast w stystemie 24-godzinnym zaczniesz funkcjonować w 12-gdzinnym. Przynajmniej łatwiej będzie Wam nauczyć korzystać z zegarka dzieci, które liczą na razie tylko do dwunastu.

ZUŻYCIE HERBATY... I MLEKA



Jeśli wydawało Ci się, że to taki mit i żarcik z tą angielską herbatką o piątej (siedemnastej, trolololo) - jesteś w błędzie. Herbata zacznie znikać szybciej niż mogłabyś się spodziewać (choć w Polsce też mamy wyraźną tradycję jej picia, np. podczas odwiedzin u rodziny/znajomych, to nie dorównuje ona częstotliwości angielskiej). Wielu Anglików pije herbatę z mlekiem. Jeśli do tej pory używałaś je tylko do kawy to przyzwyczaj się, że teraz będziecie kupować go podwójną ilość. Dobry news - mleko roślinne też przejdzie :) Z relacji pewnego Anglika wynika, że najlepiej z herbatą idzie w parze owsiane. Mnie wizja herbaty i mleka przyprawia o odruch wymiotny, ale... co kraj to obyczaj.

NIE ZNASZ ANGIELSKIEGO



Jeśli wydaje Ci się, że znasz, to tylko Ci się wydaje. Nawet, jeśli jesteś lektorem tego języka, nawet jeśli masz doktorat z filologii i mieszkałaś na Wyspach pół życia - nie znasz nic. W Wielkiej Brytanii jest tyle lokalnych gwar, tyle akcentów, tyle słów czy fraz właściwych tylko dla konkretnych regionów, że nawet szczycąc się biegłą znajomością języka - nie jesteś wstanie pojąć tego wszystkiego. Tak oto może się okazać, że Twój Englishman mówi do Ciebie przedziwne rzeczy, które nie wiesz, co znaczą lub brzmią jakby ktoś napakował w usta klusek i próbował deklamować Szekspira. Mój przypadek to południowo londyński slang. Długo rozszyfrowywałam niektóre powiedzonka, które cały czas mnie irytują. Nie ma jednak wyjścia - trzeba zaakceptować, nauczyć się i, kto wie, może nawet zacząć używać (chociaż jak nieśmiało włączam w rozmowę któreś z nich to Anglik robi wielkie oczy i wzdycha pełen pogardy).

ON NIE ZNA POLSKIEGO



A nawet, jeśli jest wyjątkowo zdeterminowany, to zna tylko trochę i prawie nigdy nie będzie używał. Nawet, jeśli będzie próbował używać to i tak nikt nie da mu szansy. Większość osób powie: "Stary, nie wysilaj się, ja uczę się angielskiego to chętnie sobie z Tobą za darmo trochę poćwiczę". Możesz też przekonywać go, żeby szkolił polski, chociażby po to by komunikować się z Waszymi dziećmi, ale powali Cię na łopatki argumentem, że dzieciom potrzebny jest angielski input i większa immersja i w ogóle dla nich to sama korzyść, że on nie będzie mówił po polsku, to nie będą miały wyjścia, tylko będą musiały zacząć mówić biegle po angielsku. Jeśli trafił Ci się wyjątkowo bezczelny egzemplarz, na prośbę, aby zaczął szlifował polski, wybuchnie śmiechem i stwierdzi, że jakby już miał dokonać takiego wielkiego sacrifice i nauczyć się języka wschodniego zaścianku, to wolałby rosyjski. Ale rosyjskiego i tak się nie zacznie uczyć, noł łej. Nie walcz, zaakceptuj. Masz w domu nejtiwa, za friko. Ani się obejrzysz, a nawet Twoja babcia zacznie śmigać po angielsku.

WSZYSCY NA ŚWIECIE MUSZĄ ZNAĆ ANGIELSKI



Jak to mawia M.: "If you don't speak English at all, you are considered buraczki". Każdy musi mówić po angielsku przecież. Staruszki, co to zakończyły swoją edukację na etapie czwartej klasy podstawówki, bo potem była wojna, też. Nie próbuj mu tłumaczyć, że  w polskich szkołach przez dziesięciolecia jako język obcy dominował rosyjski, bardzo popularny był też niemiecki, a inglisz jest na czasie dopiero od jakichś dwóch dekad. Niech się upaja buraczkami. Najwyżej nikt go nie zrozumie. Czasem to i lepiej.

UWAŻAJ, JAK JEDZIE... I IDZIE



Nawet obyty, dobrze wypodróżowany (nie ma takiego słowa, pożyczyłam sobie bezpośrednie tłumaczenie well travelled) Anglik, co to kilkanaście lat nie mieszka w ojczyźnie, może wciąż kierować się odruchami, a nie rozsądkiem. Zwłaszcza w sytuacjach stresowych i pełnych emocji, kiedy to nie do końca kontrolujemy to co robimy, działamy więc trochę jak maszyny, zaprogramowani przed laty. Może się zdarzyć, że z przyzwyczajenia będzie prowadził samochód po lewej stronie, choć zawsze robi to prawidłowo. Bardzo prawdopodobne, że nie zna też polskich przepisów ruchu drogowego, które odrobinę różnią się od tych angielskich. Będzie się z Tobą kłócił, że czerwone światło to przecież tylko sugestia, a już na przejściu dla pieszych to w ogóle. Kłóć się aż da za wygraną lub dla bezpieczeństwa ogółu nie wypuszczaj go z domu.

EUFEMIZMY I NIEDOMÓWIENIA



Nawet najbardziej bezpośredni Anglik jest tylko Anglikiem i jest skazany na pełną kurtuazji retorykę swojego ojczystego języka (bo, jak już ustaliłyśmy, nie nauczył się polskiego ani rosyjskiego). Prędzej powie Ci: "you smell funny" niż zakomunikuje, że pora wziąć WRESZCIE prysznic. Nie wierz, że gdy nazywa Cię "special", ma na myśli Twoją wyjątkowość. Ten typ tak ma.

STANDARDY CZYSTOŚCI



Znam zby wiele angielskich rodzin i byłam w zbyt wielu angielskich domach, żeby się w tym przypadku mylić, dlatego biorę pełną odpowiedzialność za te słowa: czystość lub porządek to pojęcia względne dla poszczególnych kultur i narodowości. Przyzwyczaiłam się, że w Polsce nawet skrajni bałaganiarze starają się chociaż upchnąć swój burdel po szafkach, np. gdy spodziewają się gości. Poza tym kuchnia i toaleta to zawsze priorytety, choćby się waliło czy piętrzyło w innych pomieszczeniach to tam musi być po prostu w miarę czysto. Dla Anglika zacieki na lustrze, plamy na wannie czy dwucentymentrowa warstwa kurzu to definicja "flawless". Plama z kawy kuchennej podłodze? E tam, kto by się przejmował. Przecież przyjdzie Ukrainka i wytrze. Za tydzień. Czasem M. jak wraca do domu, zastaje zwiędłe kwiaty w wazonie, zabawki porozrzucane po połodze i zapach przedwczorajszego obiadu z kuchni to mówi, że nasze mieszkanie jest po prostu idealne. Pamiętam, jak moja bliska znajoma mieszkająca w UK zdawała mieszkanie właścicielowi, bo przeprowadzała się do większego. Była pewna, że nie odzyska kaucji, ponieważ nie zdążyła nawet posprzątać. Właściciel był zachwycony, powiedział, że nigdy nie dostał z powrotem mieszkania w tak dobrym stanie, kaucję oddał i jeszcze kupił kwiaty w ramach podziękowania. Żeby przeżyć tę różnicę w standardach, trzeba albo zacisnąć zęby albo poprosić pomoc domową, żeby przychodziła co drugi dzień.

CIĄŻA, KTÓREJ NIE MA



Jesteś w 7, 8, 10 tygodniu ciąży? Przygotuj się więc na to, że tak naprawdę to wcale jeszcze w niej nie jesteś. Jeśli pochwalisz się błogosławionym stanem kuzynkom, siostrom czy mamie swojego partnera, prawdopodobnie spojrzą na Ciebie z politowaniem i wytłumaczą Ci, że to nic pewnego i niepotrzebnie się chwalisz. Standardy opieki nad ciężarną są w Anglii zgoła inne niż to, do czego przywykłyśmy w Polsce. USG co miesiąc? Fanaberia. Ochrona życia poczętego? Kogo to obchodzi? Kiedy straciłam dziecko, które miało już głowę, ręce, nogi i serce, to byłam zła na cały świat, ale najbardziej to chyba właśnie na Anglika i jego rodzinę, że oni w ogóle nie przeżywają żałoby ze mną. Później jednak zrozumiałam, że u nich nie trąbi się w kółko, od najmłodszych lat, że 72 godziny po stosunku to już jest człowiek, tam się nie ratuje 22-tygodniowych wcześniaków i generalnie pierwsze skrzypce gra natura oraz jej widzimisię - dopiero w drugiej kolejności działa medycyna. Anglicy są po prostu przyzwyczajeni do takiego, a nie innego podejścia i nikt nie lata do ginekologa 3 tygodnie po zapłodnieniu, żeby wydrukować sobie zdjęcie z bezkształtną kropką, która nie daje żadnej gwarancji urodzenia zdrowego i żywego dziecka. To nie wynika ze złośliwości czy okrucieństwa, po prostu oni tak mają i już. To jest jedna z różnic kulturowych, które albo akceptujesz, albo cierpisz (lub kończysz związek, żeby nie cierpieć).

KULTURA BAROWA



W dużych miastach w Polsce mamy zwyczaj wychodzenia na przysłowiowe piwo. W mniejszych miejscowościach zazwyczaj nawet nie ma gdzie. W UK jest odwrotnie - nawet w dziurach zabitych dechami to właściwie jedyna i główna rozrywka. Nic więc dziwnego, że Anglika będzie ciągnęło na zewnątrz. Kiedy konsultowałam ten tekst z M. (najpierw się oburzył i wystraszył, że przeczytają to nasi znajomi, ale udało mi się go przekonać), powiedział, że koniecznie muszę podkreślić, że elementem kultury barowej Anglików jest wychodzenie bez żon ;) Niech mu więc będzie. Żeby nie wkurzać się, nie zabić (mężczyzny) i czuć się z tym wszystkim fajnie, wystarczy mieć swoje życie, swoje zajęcia i swoich znajomych. Zresztą, to akurat warto praktykować niezależnie od kraju pochodzenia partnera.
Myślę, że sporo mogłabym jeszcze wymieniać i pewnie koleżanki sparowane z Anglikami mogłyby dołożyć swoje, dlatego zostawiam Tobie margines na wypowiedzenie się (jeśli masz takie doświadczenia lub znasz tego typu pary) i sobie na kolejną część artykułu. Dodam również, może trochę późno, ale lepiej późno niż wcale - że tekst należy czytać i rozumieć z przymrużeniem oka. Najważniejszy zresztą wniosek z tego wszystkiego jest taki, że jeśli kocha, lubi, szanuje, rozpieszcza, widzi w Tobie równą sobie partnerkę, pada na kolana, chce mieć lub już ma z Tobą dzieci, mówi Ci, że jesteś piękna i mądra i najlepsza, nosi Cię na rękach nawet jak przytyjesz 10 kilo, to niech i sobie ma te wady, niech i sobie te różnice kulturowe są i różnice wszelakie w ogóle. Dojrzałe, fajne partnerstwo polega przecież na tym, że bierzesz kogoś takim, jakim jest. Nawet jeśli czasami nie rozumiesz jego południowo londyńskiego slangu.

42 Comments

  1. Kasia H. napisał(a):

    Myślę, że związek z każdym obcokrajowcem będzie innym od tego z partnerem tej samej narodowości.Warto jednak wcześniej dowiedzieć się więcej o kulturze i tradycjach danego kraju, ale co ważniejsze – zwyczajach ukochanego (takich, które nie muszą mieć nawet najmniejszego związku z pochodzeniem:) ).

    • Monika napisał(a):

      Ja chyba jestem z tych, co najpierw tracą głowę, a potem dopiero próbują myśleć i robić research co do zwyczajów. Myślę, że tego się też nie wybiera, tzn. ja nigdy nie chciałam się wiązać akurat z Anglikiem czy w ogóle z obcokrajowcem, ale to się po prostu dzieje – poznajesz tego jedynego (przynajmniej w założeniu to ten jedyny) i nie patrzysz na to jakiej jest narodowości, tylko właśnie bierzesz z tymi wszystkimi różnicami 🙂

  2. Bożena napisał(a):

    Bardzo przyjemnie sie ciebie czyta. Dzieki temu telstowi wyłąpałam kilak ciekawych informacji. bardzo współczuje ci straty, ale na zdrowy rozum w sumie mają oni rację, żeby nie szaleć z ochrona ciązy. Natura jest mądra, chroni nie tylko to co dopiero ma być, ale przede wszytskim dorosłego osobnika i gatunek, kóry musis byc zdrowy, by dalej przetrwać.

    • Monika napisał(a):

      Pewnie, że jest w tym trochę racji i totalnie się zgadzam – natura wie lepiej. Niemniej jednak na początku byłam w lekkim szoku, że ta angielska część rodziny tak niedelikatnie odnosi się na ten temat, jak gdyby to było coś normalnego, jak katar. Później dopiero zrozumiałam, że u nich po prostu tak już jest.

  3. Matka na Szczycie napisał(a):

    Haha, to z tym językiem, to w sumie podobnie, jak u nas na Podhalu, nawet jak znasz gwarę góralską, to niemal w każdej miejscowości jest ona inna 😉

    • Monika napisał(a):

      O właśnie, dokładnie tak! Anglik mnie zresztą pytał, czy ja umiem po góralsku (bo mam babcię z Podhala, ale ona przeprowadziła się na niziny jak miała parę lat, więc zupełnie nie jest związana z żadnymi górskimi tradycjami i takowych też nie przekazała dalej). A nawet jak bym umiała, to przecież tych gwar lokalnych jest tak wiele… 🙂

  4. Magda napisał(a):

    Haha bardzo ciekawy format postu 🙂

  5. Iza D napisał(a):

    Ale się uśmiałam 🙂 Herbatę z melkiem lubiłam za dzieciaka i dzisiaj nie rozumiem jak mogłam to pić 🙂 Z ciążą to trochę przykro, że Ty przeżywałaś tragedię, a inni Cię nie rozumieli 🙁

  6. patrycja napisał(a):

    Ciekawy post

  7. Ania napisał(a):

    Dwie rzeczy moją uwagę zwróciły, bo z całą resztą się zgadzam :D. Mianowicie wcześniaki się ratuje, jeśli jest szansa na uratowanie (osobiście znam 2 sztuki, urodzone w 22 i 25 tygodniu), ale też niewykluczone, że to zależy od szpitala, personelu i miejsca.

    Druga rzecz: oba mieszkania zdawaliśmy w stanie lepszym niż wynajmowaliśmy i z obu potrącono nam kaucję, chociaż były wylizane. Ale tu znów: pewnie to zależy od ludzi. Nie da się jednak ukryc, że coś mają z tym (nie)porządkiem.

    • Monika napisał(a):

      Wiem, wiem, że wcześniaki się ratuje, ale myślę, że nie tak powszechnie jak w Polsce. Co do kaucji – pewnie też zależy od człowieka, ale jak słusznie zauważyłaś, ONI coś mają z tym nieporządkiem 🙂

  8. Co do tego języka to masz absolutną rację. Ja znam angielski bardzo dobrze. Mieszkałam kilka lat w Stanach ale jak pojechałam do Anglii to się momentami zastanawiałam co ten koleś do mnie gada. A byłam w Leeds. Ponoć Anglików z Yorkshire jest najtrudniej zrozumieć.

    • Monika napisał(a):

      Na studiach mieliśmy zajęcia z fonetyki i tam uczyli nas brytyjskiego akcentu – ten nie jest mi obcy. Niemniej jednak są wyrażenia, z którymi spotkałam się pierwszy raz dzięki mojemu Anglikowi. Mimo, że miałam swoje epizody w UK i wydawało mi się, że wiem już wszystko. Mi najtrudniej jest zrozumieć Anglików z północy, chociaż tak naprawdę to mój ulubiony akcent i to dzięki niemu zakochałam się kiedyś w tym języku 🙂

  9. Mayka.ok napisał(a):

    hah, uśmiałam się 😀 Co do „Ciąży, której nie ma”… jest to dość trudne, ale sądzę, że ich podejście jest zdrowsze dla psychiki. U nas temat jest tak wałkowany i faktycznie zachwycamy się kropką na pierwszym zdjęciu, a potem cierpimy, gdy ta kropka zniknie…

  10. Ania napisał(a):

    Zgadzam się za wszytskim. Mieszkam w UK od pond 5 lat i różnice są ogromne

  11. Hanna napisał(a):

    Sympatycznie i lekko napisane, ale idealnie trafiasz w sedno. A przy części o czerwonym świetle i ruchu lewostronnym nieźle się uśmiałam 😉

  12. Paula napisał(a):

    Super post!

  13. Kat Nems napisał(a):

    u mnie już 10 rok z Anglikiem, daję radę, głowa na swoim miejscu.

    btw Monia dobrze, że Cię znalazłam, a Ty już nie za Niemiecką granicą?

  14. Chrup Kompany napisał(a):

    Super wpis uśmiałam się jak nigdy 🙂
    PS dużo rzeczy się sprawdza , doświadczyłam na skórze własnej 😉

  15. Aneta napisał(a):

    Świetny post poruszający temat jakże wszechobecny teraz, czyli związków z obcokrajowcami. Na co dzień nie wiem jak to jest, gdyż mieszkam za granicą ponad osiem lat, ale z mężem Polakiem 🙂

  16. Ka Ewa napisał(a):

    Niezła jazda 😉

  17. Emilia Stefańska napisał(a):

    Rewelacja! 😉

  18. Zrywam boki, fajny naprawdę tekst! Chyba pokocham Anglika 👍

  19. Marzena napisał(a):

    Wynika z tego, że wspólne życie z Anglikiem nie należy do najłatwiejszych. Na pewno jest o wiele trudniej, niż z partnerem tej samej narodowości, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.
    Pozdrawiam

  20. Jagoda napisał(a):

    HAHA. Bardzo mnie tym postem rozbawiłaś – jest napisany bardzo humorystycznie, chociaż pewnie wszystkie punkty się zgadzają 🙂 Ja mam już swojego Polaka od 10 lat i nie w głowie mi zmiany, więc nie muszę się martwić niuansami 🙂

  21. Asia napisał(a):

    Fantastyczny tekst! Uśmiałam się, ale jakie to prawdziwe było! Będę tu częściej wpadać!

  22. Anna Lena ze Zjem Cie napisał(a):

    Watek kulinarny mnie rozbawil. Z tego wynika, ze jestesmy krajem mistrzow kulinarnych 😉

  23. Karolina napisał(a):

    Z tą herbatą i mlekiem to szczera prawda – zawsze mnie to ciekawiło 🙂

  24. Webska napisał(a):

    Zawsze czułam niechęć do Anglików, być może dlatego że wiele się o nich nasluchalam od znajomych, ale tylko utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że nie mogłabym związać się z zadnym.

    • Monika napisał(a):

      Ja nigdy nie czułam jakiejś wielkiej chęci i nigdy też nie myślałam o wyborze partnera przez pryzmat narodowości, no, ale trafił się ten i przypadkiem jest Anglikiem, więc przygarnęłam 🙂

  25. Globfoterka napisał(a):

    Bardzo fajny, humorystyczny i lekki tekst :). Dobrze piszesz!

  26. Agata - Beztroska Mama napisał(a):

    Powiem ci szczerze, że trafiłam na fajnego bloga – czytam 3 tekst i naprawdę fajnie tu jest. Masz bardzo lekki styl pisania 🙂 Zostanę tu na dłużej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *