parallax background

Tu i teraz jest fajnie, czyli dlaczego tylko krowa nie zmienia zdania

bokeh black and white
Ten koszmar przeżywa podczas Świąt wielu samotnych rodziców i rodzin patchworkowych
23 grudnia 2017
Jest milion powodów, dla których lubię wyjeżdżać i jeden, dla którego nie lubię. Bo nie lubię wracać. Chciałam o tym napisać tekst. O tym jak bardzo mnie przygnębiają walizy wypchane po brzegi brudnymi ubraniami, znoszenie tego wszystkiego do pralni, życie w rytmie nastawiania programów w pralce, suszenia, składania, upychania do szaf. Swoja szafa jest zresztą obcym luksusem po każdym powrocie, jej pokłady wydają się wtedy nieogarniczone, to mnie przytłacza. I ta szarość chodników, zwyczajność, droga na szoping do Lidla pod wiaduktem kolejowym, znudzone miny, oklepane komunikaty. Przecież znam je na pamięć. Codzienność, wszystko to samo.


Przymierzając się do pisania zrozumiałam jednak, że jest mi źle tylko przez pierwszych kilka dni. Stopniowo przyzwyczajam się i do szafy i do twarzy mijanych w supermarkecie. Powroty są przykre, ale smutek przecież w końcu mija. Przy odrobinie szczęścia można nawet odnaleźć skrawki radości pod wiaduktem kolejowym czy w czterech ścianach, tych opatrzonych, znudzonych i pozbawionych przygód.


Miałam świetne pomysły na ten blog. Cały plan, na cały rok. Chciałam koniecznie pisać o tym, co jest tam - wszędzie tam, gdzie bywamy, a tych miejsc w ostatnim czasie było sporo. Pilnie wszystko fotografowałam, zapisywałam detale i entuzjastycznie powtarzałam sobie: "Ale będę miała materiał!!!". Recenzje restauracji, hotele, atrakcje turystyczne, wszyscy padną z wrażenia. Tylko, że za każdym razem próbując zredagować sensowny tekst, to ja padałam z wrażenia - że to "tam" jest bardzo "niemoje". I przypomniałam sobie, jak kilka lat temu pisałam bloga, bez pomysłów i planów, z potrzeby serca i pasji do stukania w klawiaturę. Po 8 godzinach pracy, trzech na dojazdy w tę i z powrotem, intensywnej opiece nad niemowlakiem, nie padałam wieczorem na ryj. Siadałam przed komputerem i pisałam, a w każdy weekend robiłam zdjęcia ilustrujące moje teksty.


Chciałam stworzyć bazę miejsc na śniadanie z rodziną, na obiad ze znajomymi czy romantyczną kolację, chciałam dodać na Święta prezentownik dla małego podróżnika, na Walentynki propozycję wypadów we dwoje dla styranych rodziców i pokazać kawałek świata. Miałam nawet robić wywiady z lokalnymi działaczami tworzącymi fajne miejsca. Ciekawe, prawda? Pewnie chętnie byś przeczytała. I zapomniała, tak jak zapomina się wszystkie artykuły, które technicznie i językowo są dopieszczone od A do Z, ale pisane zupełnie na siłę, tylko po to, żeby wstrzelić się w sezon i słowa kluczowe. Tak bardzo słaby mógłby być to blog.

Ale tylko krowa nie zmienia zdania, więc nie będzie słaby. Będzie mój. A moje "tam" jest tu i teraz, bez względu na to w jakim jestem miejscu. Czasem to hotelowy pokój, czasami pociąg jadący w góry, innym razem własna kuchnia, w której robimy świąteczne pierniki. Elo pomelo.
zabawkowy helikopter na stole
Tam Jest Fajnie Kobiecy Blog Parentingowy
pierniki bozonarodzeniowe
Tu i teraz Blog parentingowy Tam Jest Fajnie
PS Trochę nie mogę odżałować wpisów o Wrocławiu i pewnym fajnym czeskim mieście, bo ogromnie się nad nimi napracowałam i były ultra użyteczne, ale moje noworoczne postanowienie jest takie, że chcę pisać blog, który nie będzie użyteczny. Będzie po prostu fajny dla oka i dla ducha, a przede wszystkim to fajny dla mnie.

26 Comments

  1. Izasmile napisał(a):

    Masz dobry plan. Mój jest podobny 🙂
    Tobie i sobie życzę powodzenia! 🙂

  2. Izabela napisał(a):

    U mnie wygląda to podobnie – też, gdy wyjeżdżam, ciężko mi wracać. I nawet lubię swoje otoczenie, pracę, miasto w którym mieszkam, bo naprawdę mogę się tu realizować i mam co robić, jednak zawsze gdy gdzieś wyjeżdżam, to potem trudno mi opuścić to miejsce.

  3. O…. widzę tu jakąś pokrewną duszę… A i ubrania piorę z bólem serca – nie ma to jak zapach podróży przemycony do jałowej codzienności. Na ciężkie powroty i ciężkie rozstania z miejscami, w których czujesz się dobrze polecam zabieranie z każdego miejsca czegoś w rodzaju naturalnego amuletu – ja np. z połonin zabieram kępkę trawy i zasuszam, z Tatr kamyczek, znad morza – piasek. W ten sposób nigdy do końca nie muszę się z nimi żegnać… Może i Tobie pomoże 😉

  4. Kayla napisał(a):

    Najważniejsze jest to, by czerpać przyjemność z pisania bloga, nie robić nic na siłę. Dlatego w ostatnich dniach stuknęło mi równo 12 lat blogowej kariery. Wiele miałam adresów oraz nicków i pewnie wiele jeszcze powstanie, zanim znajdę swoje miejsce w sieci.

    Pozdrawiam!

    • Monika napisał(a):

      Ja też pojawiam się i znikam, znikam wtedy, kiedy ta przyjemność się kończy. Teraz czuję, że jest czas na moje pisanie, takie zwyczajne, fajne, nie na siłę.

  5. Daria z Polka surfuje napisał(a):

    Plany , planami. Lepiej pisać i pisać, nie zwracać uwagi na to jak się pisze. Stawiać na pasję 😉

  6. Ewelina napisał(a):

    Takie są najlepsze! Powodzenia! 😉

  7. Mirka napisał(a):

    Często tego typu zmiany są zmianami na lepsze. Liczę, że u Ciebie to będą tylko takie.

  8. Świetnie! Z Twoich słów wynika, że po prostu dojrzałaś do pisania bloga! Pisanie „na siłę” jest bez sensu. Życzę powodzenia w blogowaniu w 2018roku!

  9. Po prostu MAMA napisał(a):

    Nie lubię robić niczego na siłę i staram się tego unikać. Wykonanie „planu” nie zawsze daje szczęście, a czlowiek może czuć się wypalony. Powodzenia w 2018 r.

  10. Marta Kraszewska napisał(a):

    Blog musi sprawiać przyjemność, chyba że pisany jest głównie dla kasy. I ta przyjemność czerpana z pisania nakręca dobdalszj pracy nad nim:) Powodzenia!

    • Monika napisał(a):

      Nawet blog pisany dla kasy musi sprawiać przyjemność. Ja czytam sporo komercyjnych blogów, ale tylko takich, gdzie czuć pasję. Od razu widać gdy ktoś układa posty wyłącznie pod słowa kluczowe czy wytyczne reklamodawcy.

  11. Natalia napisał(a):

    A ja uwielbiam wracać do domu! Dużo podróżujemy, czasami pakuję walizki co 2 tygodnie. Niektóre wyjazdy są 1-2 tygodniowe, inne to zaledwie wypady na weekend jednak to co je łączy to moja radość, że wracam do domu. Tak samo cieszę się z powrotu jak z samego wyjazdu 🙂 Zawsze dzień przed powrotem mam wszystko posegregowane, więc rozpakowanie zajmuje mi tyle co wyjście mojego męża do sklepu po uzupełnienie lodówki:) A powiedz, co to za miasto w Czechach? Bardzo mnie tym zaciekawiłaś 🙂

    • Monika napisał(a):

      Miasto w Czechach: Plzeň. Coś może jeszcze o nim wspomnę, bo to na pewno nie nasza ostatnia wizyta tam.
      Podziwiam Cię za to, że masz wszystko posegregowane przy wypakowywaniu. Ja w drodze powrotnej pakuję się bardzo chaotycznie, może stąd ta moja lekka frustracja.

      • Natalia napisał(a):

        Ooo w Pilznie nie byłam, ale zapisuję jako miejsce do zobaczenia. Ja w Czechach zdecydowanie polecam Krumlov. To jest moje ulubione miejsce u sąsiadów 🙂

        • Monika napisał(a):

          Pilzno jest super na wycieczkę z dziećmi, jest fantastyczne Muzeum Kukiełek chociażby. Nie znam Krumlov, sprawdzę, może się tam wybierzemy przy okazji następnej wizyty w Czechach (jesteśmy tam średnio co dwa miesiące, więc każdy nowy kierunek mile widziany).

  12. Szczęśliwa Siódemka napisał(a):

    Chyba muszę bardziej się zagłębić w Twój blog – na spokojnie, bez dziecka na kolanach, poczytać kilka tekstów – bo trochę nie rozumiem sytuacji, w jakiej jesteś i o której piszesz. Na pewno mnie zaintrygowałaś i chętnie poczytam więcej.
    Najważniejsze jest to, że wiesz, czego chcesz i czujesz się z tym dobrze 🙂

  13. I super! Takie blogi lubię najbardziej, nieprofesjonalne w dobrym znaczeniu tego słowa. Osobiste, subiektywne, pisane z pasją. W końcu tym blogi powinny różnić sie od portali.
    Dlatego jednym z najmliszych komentarzy ostatnio na temat mojego bloga był, że to „blog w starym stylu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *